Kraków, 1928 rok. W jednej z najważniejszych polskich gazet — krakowskim „Czasie” — publikuje Tadeusz Boy-Żeleński, tłumacz Balzaka, felietonista i publicysta, jedna z legend dwudziestolecia. Pisze felieton ostry, z użyciem słów wtedy uważanych za nieprzyzwoite, bo zależy mu na precyzji i demaskowaniu klasowej hipokryzji. Redaktor Antoni Beaupré sięga po ołówek, wykreśla „gorszące” słowa i publikuje wersję ugrzecznioną — bez pytania autora, bez jego zgody.

Pierwszy polski spór o granice edytorskie

Boy poszedł do sądu. Wniósł pozew na podstawie ustawy o prawie autorskim z 1926 r. — przepisów najnowszych, obowiązujących zaledwie dwa lata, jeszcze niesprawdzonych w praktyce. Jego argument: „To mój tekst, mój styl, moja odpowiedzialność. Redaktor nie ma prawa zmieniać treści bez zgody autora”. Redaktor bronił się tym, że to on odpowiada za publikację i podpisuje się pod numerem, więc może usuwać treści niestosowne. Tak powstała „sprawa Boya-Beaupré” — pierwsza sygnatura w polskim orzecznictwie o prawach autorskich.

Rozstrzygnięcie, które przetrwało wiek

Sąd przyznał rację Boyowi. Prawo autorskie chroni autora — także jego słowa i styl. Ingerencja w treść bez zgody twórcy narusza jego prawa, nawet jeśli redaktor uważa, że „poprawia”.

Co to oznacza dla Ciebie dzisiaj

Ta zasada działa niezmiennie prawie sto lat później i dotyczy każdego, kto tworzy: Twoje zdjęcie na Instagramie, Twój post na blogu, fotografia z sesji, projekt logo, tekst szkoleniowy czy oferta. Nikt nie może ich kopiować ani przerabiać bez Twojej zgody — nawet pod hasłem „przecież tak lepiej brzmi”. Prawa autorskie osobiste chronią integralność utworu, a majątkowe — korzystanie z niego. Naruszenie rodzi roszczenia: o zaniechanie, usunięcie skutków, a często o wynagrodzenie lub odszkodowanie.

Ktoś użył Twojej pracy bez zgody albo ją zmienił? Sprawdzimy razem, jakie masz roszczenia i jak je egzekwować.

📩 [email protected] · 🌐 konradwysocki.pl · 📞 501 715 515 · 785 950 983

Galeria — karuzela z posta